
Łukasz Żak, oskarżony o śmiertelny wypadek w Warszawie, zażądał przeprosin od prokuratorki. Twierdzi, że skłamała, zarzucając mu próbę zdobycia narkotyków w areszcie.
Podczas rozprawy 21 listopada prokurator Katarzyna Niemiec-Rudnicka stwierdziła, że w celi Łukasza Żaka znaleziono telefony oraz grypsy. Według niej, oskarżony miał w nich prosić o dostarczenie do aresztu niedozwolonych substancji, w tym narkotyków.
Oskarżony gwałtownie zaprzeczył, nazywając słowa prokurator kłamstwem i zażądał przeprosin. „Nie było mowy o żadnych telefonach, nie zabezpieczyli ani jednego SMS-a” – mówił Żak, podkreślając, że prokuratura nie udowodniła mu kontaktu z kimkolwiek, a jedynie próbę jego podjęcia.
Obrończyni oskarżonego, mecenas Izabela Sławińska, złożyła wniosek o złagodzenie środków zapobiegawczych. Proponowała zamianę aresztu na poręczenie majątkowe, dozór policyjny lub zakaz opuszczania kraju, argumentując to gotowością Żaka do współpracy.
Prokuratura sprzeciwiła się wnioskowi, wskazując na obawę ucieczki oraz grożącą oskarżonemu wysoką karę – ponad 25 lat więzienia. Sąd przychylił się do stanowiska prokuratury i poinformował, że nie rozważa złagodzenia aresztu.
Łukasz Żak jest oskarżony o spowodowanie we wrześniu 2024 roku wypadku samochodowego, w którym zginął 37-letni mężczyzna. Zarzuty obejmują również prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu oraz rażące przekroczenie dozwolonej prędkości.
Według ustaleń śledczych, oskarżony poruszał się z prędkością ponad 220 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 80 km/h. Po wypadku mężczyzna zbiegł do Niemiec, gdzie został zatrzymany w szpitalu w Lubece.
Źródło: https://wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198072,32420716,zak-nie-wytrzymal-i-zarzucil-prokuratorce-klamstwo-chcialbym.html